Stary kotołak siedział w swoim wielkim, zielonym, masującym fotelu naprzeciw wygasłej czary-której-nazwy-nie-wolno-wymawiać. Czytał właśnie porannego Brisingr'a, gdy wielkie odrzwi zazgrzytały i delikatnie się uchyliły. Do sali wkroczyła wysoka, smukła postać, odziana w długi płaszcz Jedi. Na głowie zarzucony miała kaptur, w taki sposób by całkowicie zakrywał twarz. Przybysz poruszał się zgrabnie, każdy ruch pełen był gracji i wdzięku – było oczywistym, że musi to być kobieta. Podeszła bliżej, powoli.
– Towarzyszu Bracie, nadszedł czas. – powiedziała nagle, bez słów powitania czy wyjaśnienia, które widocznie uznała za zbędne.
Salem zerwał się z fotela, klasnął w ręce. Stojąca przed nim Czara rozjarzyła się błękitnym płomieniem.
– Tak długo na to czekałem, Towarzyszko Siostro – wyjęknął kotołak.
– Więc powiedz to...
Salem odchrząknął i wypowiedział słowa, które wstrząsnęły całą twierdzą w posadach.
Turniej Fantasy o Pióro Feniksa uważam za rozpoczęty!
– Zaczęło się, buahahahahha! – zaśmiała się złowieszczo Siostra, zrzucając z twarzy kaptur.
Teraz jej tożsamość stała się jasną, dla ciekawskiej ciżby która zerkała przez okiennice sali. Koło Salema stała kaminoanka, Kima I Groźna, władczyni Saphira.pl.
Zgłoszenie należy zamieszczać w tym temacie w postaci krótkich tekstów literackich (4-10 linijek). Przewidywana data finału turnieju zostanie przedstawiona w chwili ustalenia pełnej listy uczestników - limit uczestników to 24.
Kilka podstawowych reguł turnieju:
Uczestnicy pojedynkują się na teksty fantasy.
Wynik pojedynku rozstrzyga specjalna niezawisła i obiektywna Rada Śniących (jury).
Rada Śniących zastrzega sobie prawo przyznania tzw. dzikiej karty w przypadku nienadesłania pracy lub wycofania się z turnieju przez jakiegoś(/jakichś) uczestnika (/uczestników).
Turniej trwał będzie etapowo, ilość etapów uzależniona jest od ilości uczestników.
Przwidywana forma finału będzie odmienna od poprzednich etapów, jednak zostanie ona ujawniona dopiero tuż przed nim.
W tym temacie mogą znajdować się tylko ogłoszenia zamieszczone przeze mnie oraz zgłoszenia uczestników!
ZGŁOSZONYCH UCZESTNIKÓW: 24/24 !!!
PS. Zostało mi zadane pytanie: "Czy uczestnicy poprzedniej edycji mogą wziąć udział?".
Odpowiedź brzmi: TAK. Jedyni którzy nie mogą wziąć udział w turnieju to aktualni członkowie Rady Śniących oraz zwycięzcy poprzednich edycji (tak się złożyło, że oboje są aktualnie członkami Rady).
_________________
"A niebo zostawmy im - Aniołom i wróblom."
Ostatnio zmieniony przez Salem 2009-12-11, 00:50, w całości zmieniany 22 razy
Dołączyła: 02 Lut 2008 Posty: 438 Skąd: blue bridge
Wysłany: 2009-12-05, 16:58
Ogromne drzwi do sali otwierały się prawie bezgłośnie i z prędkością dążącą do zera, toteż nikt nie zauważył, kiedy otwór zrobił się na tyle szeroki, żeby przeszła przez niego odziana w czerwoną pelerynkę istotka o wyglądzie wychudzonej dwunastolatki, a stało się to znienacka i wbrew najśmielszym oczekiwaniom zebranych wewnątrz.
Dziewczynka w radosnych podskokach pośpieszyła w stronę Czary, zdradzając swoim sposobem poruszania się mentalność pięciolatka, zaś słodkim uśmiechem niewiniątka anielskie usposobienie i naiwność przypisywaną wszystkim dzieciom. Na brodę Merlina, chyba nie zamierzała...
- Zgłaszam się, zgłaszam, się, zgłaszam! - oznajmiła śpiewnie swoim cieniutkim głosikiem, po czym wrzuciła do Czary maleńki świstek farbowanego na różowo pergaminu. - Bez Penny nie ma zabawy!
W sali zapadła cisza. Milczał zresztą cały świat, oczekując najprawdopodobniej na swój rychły koniec. Skoro doszło do tego, że dzieci chciały mierzyć się z największymi mistrzami w pojedynkach literackich, Apokalipsa była całkiem niedaleko.
Penny tymczasem uśmiechała się od ucha do ucha, spoglądając na wszystko i wszystkich wcale rozbawionym wzrokiem.
- A zabawa będzie pyszna, prawda?
_________________ I killed my baby with a bullet,
one last shot right into his head.
And I'm falling, falling, falling down.
Ostatnio zmieniony przez Penny 2009-12-05, 20:54, w całości zmieniany 1 raz
Zza drzwi dało się słyszeć trąbkę. Grajek musiał doskonale znać swój instrument, gdyż dźwięki zeń się wydobywające, były czyste, melodyjne i bardzo radosne. Chwilę później wrota rozwarły się, a do środka paradował najbarwniejszy orszak, jaki kiedykolwiek widzieli zgromadzeni na sali. Wszyscy ubrani byli w kolorowe, pstrokate szaty z fikuśnymi pelerynkami i kraciastymi berecikami z pawimi piórami. Czterech rosłych, barczystych tragarzy dźwigało bogato zdobiony tron, na którym siedział drobnej postury mężczyzna z radosnym uśmiechem na twarzy i kasztanowymi włosami sięgającymi ramion. Nogi przerzucił przez poręcz, a na kolanach trzymał rozłożony zwój, na którym zapisywał słowa pięknym, kunsztownym pismem.
Na środek sali wystąpił trębacz. Poczekał, aż na sali zapadnie cisza, a potem na chwilę odjął instrument od ust i oznajmił gromkim głosem tak, aby wszyscy zgromadzeni usłyszeli bardzo wyraźnie:
- Uwaga, uwaga! Jeden z mistrzów pisarstwa z Dalekich Krain, Rob z Prowincji, zgłasza chęć przystąpienia do walki o Pióro Feniksa!
Cisza panująca na sali nagle została zastąpiona rozgorączkowanymi szeptami. Wszyscy byli zaskoczeni tym, że na turniej przybywają ludzie z tak daleka. Po chwili znów rozległ się dźwięk trąbki, a zgromadzeni wybuchli spontaniczną radością, klaszcząc i wykrzykując gratulacje. Wielki Mistrz Pisarstwa jednak nie przejmował się wiele ogromną wrzawą, jedynie wciąż zapisywał słowa, tworząc zapewne kolejną ze swoich wspaniałych opowieści...
Tinuviel wparowała z hukiem do sali. Spojrzała łypliwie na zgromadzonych, po czym zamaszystym krokiem skierowała się do czary, jednocześnie wyjmując z torby kartkę i pióro. Idąc, szybko nabazgrała na arkuszu swoje inicjały i wrzuciła do naczynia. "Zgłaszam się", rzuciła krótko. I wybiegła. A wszystko to trwało zaledwie parę sekund.
Zakapturzona postać szybko przemykała ulicami miasta. Było już dobre kilka godzin po zachodzie słońca i mrok zalał ulice. Jedynymi jasnymi punktami były okna niektórych domostw, zza których sączyło się słabe światło świec. Wędrowiec spojrzał w górę. W oddali ujrzał wieże zamku - jego cel.
***
Wrota sali rozwarły się raptownie i do środka wmaszerował mężczyzna odziany w ciemnozielone szaty. Przy szerokim, czarnym pasie kołysał się półtorak z wielkim ametystem w srebrnej głowicy. Nieznajomy ściągnął szybko kaptur i rozejrzał po sali swym stanowczym, acz przyjaznym wzrokiem. Zebrani w zamku siedzieli w milczeniu i czekali. Wędrowiec nabrał powietrza w płuca i donośnym głosem zawołał:
- Ja, Topesh Arkoaph z Pantyadsu, niniejszym... - tu urwał, i wyciągnął spod szaty świstek pergaminu - ...zgłaszam się do turnieju.
I wrzucił ów świstek do Czary.
Na samym środku sali wylądowała dziewczyna. Miała szerokie ramiona, na nosie okulary. Trąc plamkę atramentu na policzku wstała i rozejrzała się po nielicznych zebranych. Wyglądało na to, że oni nie przybyli poprzez tę głupią kartkę papieru. Ba, jeden z nich pojawił się z grajkiem, czy tam heroldem. Grał na trąbce, jeden pies, a najwyraźniej oczekiwał aplauzu. Ha! Pojawienie się ich spowodowało szepty - dziwne, zważając na to, że w sali była wówczas jedna osoba.
Była też dziewczynka mniej więcej w jej wieku - raczej mniej niż więcej - która weszła drzwiami. A jedna uczestniczka wbiegła i wybiegła.
- %@!*& świstokliki - burknęła pod nosem i zawiązała brązowe włosy w kucyk. Wyjęła z plecaka zeszyt, z zeszytu wyrwała kartkę, na której szybko coś napisała, po czym podeszła do Sam Wiesz Czego i tam wrzuciła zgłoszenie. Przysiadła na krześle i oparła dłoń o podbródek. Poprzednio poddała się - tym razem nie zrobi tego, o nie.
_________________
Z moim mózgiem i twoim gabarytem cała droga nasza!
Przez szczelinę w drzwiach zaczęła sączyć się struga mroku i ciemności. Przesączyła się cała i zaczęła się przemieszać w postaci niedużej chmury tuż nad ziemią. Mijając zgromadzonych, z czeluści mroku co jakiś czas dało się słyszeć pojednycze "przepraszam", "sorki" i "what the hell?!". Parę razy owa chmura wpadła też na krzesła z cichym plaśnięciem.
W końcu chmura dopłynęła z pewnym trudem do miejsca gdzie stała Czara. Mroczny dym przybrał najpierw postać słupa; stopniowo odkształcały się ręce, nogi, głowa, aż wreszcie cała postać była gotowa.
Była też nieco poobijana a wargę miała rozciętą - w końcu krzesła były metalowe.
Otrzepała szatę, zrobiła dobrą minę do złej gry i patrząc z wyższością i chłodnym uśmiechem dotknęła ogłoszenia po czym wrzuciła swoje zgłoszenie do Czary.
Potem z wdziękiem odwróciła się i dostojnym krokiem, nieco utykajc odeszła już w tradycyjny sposób.
_________________ - You don't like me, do you?
- I like you.
- No you don't.
- I'm crazy about you. I love you. Now why don't you go play in the blender?
Ostatnio zmieniony przez Arlyin Liriel Black 2009-12-23, 16:15, w całości zmieniany 1 raz
Zbliżał się wieczór. Przez oświetlone uliczki miasta snuła się ciemna postać, odziana w płaszcz z kapturem, zrobiony na modłe elfów.Postać poruszała się szybko, pewnie jak osoba która wie co robić w życiu. Do celu nie było daleko. Zaledwie pare kroków. Już stoi pod drzwiami sali w której czeka jego cel podróży. Kilka tygodni wędrówki dobiega końca.Nareszcie! Z jeszcze większą pewnością prostuje się i popycha drzwi z całej siły, które odpowiedziały jękiem starości. Oślebił go nagły blask. Zobaczył starego kotołaka i kobiete odzianą w płaszcz Jedi. Kwachu- bo tak nazywała się ta jakże tajemnicza postać- zdjął kaptur, rozpiął płaszcz ukazując swoje wąskie lecz gibkie niczym rapier ciało. U pasa wisiał mu pięknej roboty miecz. Wyciągnął z kieszeni zwój pergaminu i rozwinął go:
- Witam państwa! Ja Kwachu z Ellesmery zgłaszam swoja kandytaturę do konkursu o "Pióro Feniksa".
Zwinął pergamin i wrzucił do Czary, która widocznie ucieszona jego kandytaturą(xD) zaczeła mienić się kolorami. Kwachu zadowolony z siebie lecz nie ukazujący tego pod maską obojętności , zajął miejsce na niewygodnym metalowym krześle.No cóż, trzeba troche pocierpieć. A moze wygram?I tak rozmyślająć nad możliwością wygranej czekał na innych.
_________________ złamałem rękę w kolanie ,spadając z dywanu na podłogę
Nagle, mniej - więcej cztery metry nad ziemią zmaterializowała się postać i łupnęła z głuchym trzaskiem o kamienną posadzkę. Króciutkie, jasne blond włosy dziewczyny opadły jej na oczy, przesłaniając widok. Czarownica leżała jeszcze chwilę na ziemi, masując obolałe uda, na których na pewno pojawią się siniaki. Po chwili wstała, stękając cicho i wygładziła dość dziwny i ekstrawagancki strój.
Czarne, krótkie spodenki założyła na kolorowe rajstopy w paski trzymające się motywu czerwono - żółto - zielono - fioletowo - czarnego. Na stopach miała zwykłe, krótkie, czarne trampki. Na górę włożyła słonecznie żółtą, luźną bluzkę ściągniętą w pasie i przy łokciach. Nadgarstki czarownicy były wyposażone w liczne, brzęczące i świecące bransoletki, a na obu dłoniach miała mnóstwo pierścionków.
Znudzona opisywaniem samej siebie z niewiadomoskąd wyjęła karteczkę i długopis. Swoim karykaturalnym, do złudzenia podobnym do lekarskiego, pismem nabazgroliła: "Elle, zgłoszona". Lekko tanecznym krokiem zbliżyła się do czary i wrzuciła kartkę do środka. Błyszczące oczy rozjarzały się na moment kolorowym blaskiem płomieni, które buchnęły z czary. Czarownica z podskokach podeszła do stołu i klapnęła na krzesło.
- Szlag! - jęknęła, zapominając, że przecież obiła sobie boleśnie uda.
Tym razem ciągnę wszystko do końca... postanowiła, przypominając sobie boleśnie porażkę z poprzedniej edycji.
_________________ I’m gonna trade this life
For fortune and fame
I’d even cut my hair
And change my name
Do sali z głośnym trzaskiem wpadła niska dziewczyna. Miała fioletowe włosy i zielone oczy, co bajecznie się ze sobą gryzło. Ubranie wionęło tandetą, od dziwnej peleryny, aż po dziwne buty. Obecni na sali odsunęli się nieco, gdy dotarł do nich zapach bananowej gumy do żucia. Dziewczyna wypluła gumę, wykręciła palce, aż trzasnęły w stawach, po czym oblizała wargi, patrząc na Czarę i wrzuciła karteczkę.
Mrugnęła do zgromadzonych i roześmianym głosem zawołała.
- Joł i elo, pięć trzy zero. Co, wy też?
Odpowiedziała jej cisza. Oj tam. To może być ciekawe, Shana będzie wściekła, że podaję się za nią. Pomyślała o jej bliźniaczce która-wcale-nie-była-do-niej-podobna.
Strzeżcie się, naiwniacy! dodała z właściwym tylko sobie zbyt wysokim mniemaniem.
_________________ DarkPinkPillsMafia Bo Shana ma zamiast mózgu tabletki.
♥ ♥ ♥
Niespodziewanie, zebranych w sali ogarnął chłód. Dało się niemal zobaczyć, jak strzępiaste, falujące wstęgi zimna wciskają się szparą pod drzwiami i brną wgłąb komnaty. Niedługo później ktoś mocno zapukał i wszedł, nie czekając odpowiedzi.
- Brywieczór - rzuciła towarzystwu Buka, uśmiechając się szeroko. W owym uśmiechu ciężko jednak było się dopatrywać radości. Miejsce, w którym stała, z suchym trzaskiem zaczynało pokrywać się szronem. Nic sobie z tego nie robiąc, Buka równym krokiem kogoś, kto nigdzie nie musi się spieszyć, bezszelestnie podeszła do Czary. Sięgnęła do torby i wydobyła kawałek kartki w kratkę z wyraźnie zapisanym jej imieniem. Na drugiej stronie były poprzekreślane wielokroć obliczenia. Karteluszek z wolna pokrywał się lodem. Buka wrzuciła go do bulgoczącej substancji. Ta na chwilę się uspokoiła, ale tylko po to, by za moment zabuzować ze zdwojoną siłą.
- Zgłosiłam się - obwieściła Buka, właściwie nie wiadomo czy pozostałym uczestnikom, czy samej sobie i zajęła miejsce pod ścianą.
Wiek: 17 Dołączyła: 03 Lut 2008 Posty: 101 Skąd: z jednego z wielu światów
Wysłany: 2009-12-06, 23:21
Pitye rozejrzała się. Pozornie nic się nie zmieniło. Czuła jednak, że jest inaczej. Nie powinna już dłużej ukrywać się w lasach. Pojedyncze pojedynki to za mało. Czas, by stanąć w większe szranki. Jeżeli się nie uda, to jej gwiazda zgaśnie, a to byłby koniec dla wielu, choć nie znaliby przyczyny.
Pitye zmieniła suknię. Fiolet dodawał jej powagi i dostojeństwa. Twarz przybrała bardziej ludzkie rysy, insygnia na policzku na czas turnieju zostały ukryte.
Z palców Pitye pociekł atrament, a ona sama wyruszyła w drogę, z myślą: Zgłaszam się, choćby miał być to mój ostatni bój.
_________________ „A zstąpił ogień z nieba i pochłonął ich” [Ap 20,9]
Wiek: 18 Dołączył: 05 Mar 2009 Posty: 63 Skąd: Wawa
Wysłany: 2009-12-07, 17:11
Łupieżca Umysłu dostojnie wkroczył do sali, ogarnął zimnym wzrokiem wszystkich uczestników i oblizał się z lubością. Jego macki zadrżały w euforii.
- Ach, ileż smakowitych, świeżych mózgów wokół! Toż uczta będzie doskonała! Hmm, może warto parę zamarynować? W końcu idą święta…
Łupieżca podszedł do czary i jedną z macek wrzucił swoje zgłoszenie. Zaraz potem zasiadł na wolnym krześle i rozmyślał z czyjego mózgu wyjdzie dobry tatar.
W przeciwieństwie do innych uczestników zjawiły się bezszelestnie. Być może właśnie dlatego, że nie tego chciały. Volx marzyła przez chwilę o wesołym podskakiwaniu i trzymaniu się za ręce. Lex pragnęła okryć się czarnym płaszczem, wrzucić kartkę, zdjąć kaptur i złowieszczo się roześmiać. Ani jedno, ani drugie nie było możliwe. Po pierwsze: Volx miała gips. Znowu. Skakanie z gipsem na nodze skończyłoby się zapewne zagipsowanym ciałem. Po drugie: ich płaszcze były granatowe. Ze srebrną podszewką. Jak na gust Lex, stanowczo zbyt pretensjonalne. Ale cóż, gust Volx zawsze ją zastanawiał. Były więc zmuszone podejść do kielicha prawie normalnie. Szurając butami, stukając gipsem…
Lex sięgnęła do swojej Pika-torby, która nijak nie pasowała do jej długiej krwistoczerwonej sukni, i wyciągnęła kartkę papieru oraz długopis, które podała Volx.
- Pisz.
Volx, nachylając się w stronę kartki, błysnęła szkłami okularów w obsydianowych oprawkach. Bardzo chciała dobrze wypaść, więc trzęsącą się lekko dłonią wykaligrafowała na tyle starannie, na ile się w tej sytuacji dało, ich imiona. Potem, opierając się lekko na Lex (kule z pewnością zepsuły by efekt), podeszła do Sam-Wiesz-Czego i z namaszczeniem podała kartkę towarzyszce, która wrzuciła ją do środka, nie psując efektu – bo Volx przypuszczalnie musiałaby wspiąć się na palce, co nawet bez gipsu było dość upokarzające. Następnie razem – w dość kuśtykającym tempie – wydostały się z Sali, na progu której Lex mogła w końcu swobodnie zanieść się swoim mrocznym śmiechem.
_________________ Czemu tak na mnie patrzysz? Uważasz, że to niesprawiedliwe, że tylko ja mam ciacho?
Na środku sali zmaterializował się wysoki mężczyzna w długim płaszczu i spodniach z niezliczona ilością kieszeni...Przyłożył trzymaną w ręce kartkę do ściany i zaczął pisać, ale kiedy postawił pierwsza linie długopis się wypisał.Szybko zaczął przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu następnego, przeszukiwał mamrocząc pod nosem:
-śrubokręt...Scenariusz...O!Jest - Ale na jego twarzy pojawił się wyraz zażenowania, bo wyciągnął różowy, długi długopis z frędzelkami które zaczynały świecić kiedy mocniej go przyciskał, kiedy był w mniej więcej połowie pisania długopis zaczął wygrywać jakąś tandetną melodyjkę, zmarszczył gniewnie czoło i warknął, na kartce natychmiast pojawił się napis, a ona sama wyleciała do czary.Mężczyzna podszedł do najbliższego krzesła, które właśnie zmieniło się w bujany fotel, na którym usiadł i zaczął czekać.
_________________ Yo ho, blow the man down.
Or at least shoot him when his back is turned and steal all his booty.
Ostatnio zmieniony przez EdocSil 2009-12-09, 21:31, w całości zmieniany 1 raz
- Ojej, tylko nie to – Altouh skrzywił się na widok pogniecionej kartki – Jak ja nienawidzę świstoklików, że też nie mogą wymyśleć bardziej nowoczesnego środka transportu – popatrzył jeszcze na zachodzące słońce poczym bardzo mocno ścisnął kartkę. Świat wokół niego zawirował i po kilku sekundach poczuł, że jak zwykle, mocno uderzył w posadzkę. Wstał najszybciej jak potrafił i rozejrzał się dookoła. Jasne włosy lekko opadały mu na czoło, a błękitne oczy podkreślały jasną cerę. Ubrany był w ciasny strój, co uwidaczniało jego muskularne ciało. Do pasa przywiązany miał długi, ostry jak brzytwa miecz zakończony misternie rzeźbioną srebrną rękojeścią. Pewnym krokiem ruszył w stronę Czary. Będąc kilka kroków od niej wyciągnął kawałek pergaminu i szybko wrzucił go do naczynia. Jego oczy zajaśniały zielonym blaskiem, kiedy ogień wesoło tańczył na wysokości jego głowy. Stał tak przez chwilę, po czym obrócił się w stronę reszty uczestników i głośno oznajmił: - Zgłaszam się! -. Zerknął jeszcze raz na Czarę i ruszył zająć miejsce pod oknem.
Było to późną jesienią powinien już padać śnieg, ale padał deszcz. W odległej krainie pewien szczur ostrożnie podszedł do pogniecionej, zapisaną gotyckim pismem kartki. Gdy dotknął ją wąsem i zniknął...
***
W tym samym czasie kilkaset mil dalej z cichym pyknięciem w rogu ciemnego korytarza dało się słyszeć pewne popiskiwanie. To Hihon przeklął spodziewanego świstoklika, był przygotowany, lecz gryzonie wręcz "uwielbiają" mróz który cię otacza przy podróży świstkiem.
Po oblizaniu futerka przecisnął się przez drzwi. Kluczył między stopami ludzi, aż wreszcie znalazł ciemny kąt z dala od spojrzeń. Szczur zapiskał 2 razy długo i sześć razy krótko i w jego miejscu pojawiła się postać. Była ona ubrana w ciemny sweter i czarne, poplamione spodnie z wielką ilością kieszeni. Hihon cicho jak szczur przeszedł do czary. Wyciągnął z kieszeni małą kartkę w kratkę (najwidoczniej z zeszytu z niemieckiego) i wrzucił ją do płomieni. Na chwilę sam-wiesz-co jakby zakaszlała, jakby zabrakło w niej gazu. Wtedy... wszyscy zwrócili na niego uwagę. Staną przestraszony, by po chwili powiedzieć:
-Cześć...
dodatek:
Czując wzrok kilkunastu par oczu odszedł ze wstydem, czuł strach, że prawie popsuł czarę. Przeszedł obok buki i zamarł - koszmar z dzieciństwa, przypomnienie podróży świstkiem i pracy domowej ze szkoły. Po oprzytomnieniu poszedł po krzesło i przesunął je w stronę rogu pokoju, tak tego samego w którym się przemienił w człowieka. Usiadł. Gdy tak zamarł myślał co się stało tego dnia, co będzie jutro i najstraszniejsze: co zrobi gdy się okaże, że popsuł czarę...
(wena mnie zżera musiałem dać jej upust)
_________________
Tell me would you kill to save for a life?
Tell me would you kill to prove you're right?
Ostatnio zmieniony przez hihon 2009-12-08, 21:49, w całości zmieniany 1 raz
Dołączył: 22 Gru 2008 Posty: 116 Skąd: Sam nie wiem.
Wysłany: 2009-12-08, 21:13
Było południe.Zawsze o tej porze Nadres wybierał sie na przechadzke po lesie. Tak i dzisiaj było. Skacząc z gałęzi na gałąź (co nie bylo problemem dla kogoś o umiejętnościach kota) dostrzegł wyświechtany papier przybity do jego drzewa:
-No nie to już trzeci raz w tym tygodniu... ale jest pewna zmiana.-myśląc o tym iż wyczuwał magie w tym skrawku papieru.Wiedziony ciekawością zeskoczył z ostatnich 10 metrów drzewa i prawie nie mrugając przeczytał:
-Już po raz trzeci odbędzie się wielki Turniej o Pióro Feniksa!-Heh no to ekstra! Tym razem już choroba mnie nie powstrzyma! Nie czytając dalej, chcąc zabrać kartke dotknął jej.
******************
-Oż w morde! Uhm Uhm. Świstoklik! Nie no tego nie przewidziałem!-wydarł sie. Dopiero wtedy dostrzegł że jest w znajomej sali pośród nieznajomych osób. Znanych mu było tylko kilka.
-Eee cześć! To wy wszyscy na turniej? Nawet dzieci?-zadał pytanie do wszystkich ale spotykając zimny wzrok Szafirek (dobrze odmieniłem?) umilkł.
- Dobra znam zasady.-powiedział unosząc ręke do Salema-To jak wrzucamy!-krzyknął. Śpieszac ku czarze Sami Wiecie Jakiej wyjął ze swojego jedynego, dyndajacego na ramieniu tobołka świstek pergaminu, pióro z czarnym atramentem i napisał niezgrabnym pismem:
Ja Nadres Koci Elf, Władca kociej transformacji i Cesarz zwinności zgłaszam sie do turnieju!.
Tak napisał, zwinął w biały rulonik i wrzucił do ognia.Czara w odpowiedzi buchnęła czarnym ogniem.
-To chyba dobry znak...-mruknął pod nosem.I jednym susem doskoczył do najbliższego krzesła i usiadł na nim.
-Ech krzesła jak zawsze niewygodne...cóż ale jakoś zniose te męki.-pomyślał i uodparniał sie na spojrzenia innych.
-To chyba wina tego że nie mam ubrań...ale cóż po co mi one jak moje lśniące, czarne futro jest tak gęste?
_________________ "Godzi się i od wroga pobierać naukę."
Postać w czarnym płaszczu (tak, z kapturem) weszła dostojnym krokiem do obskórnego gmachu. Wewnątrz nie wyglądał o wiele lepiej. Po podłodze walały się opakowania po chipsach i coli, a zepsuty autmat do kawy wydawał dziwięki nie do zacytowania. Zza przymkniętych, murszejących drzwi dobiegały stłumione głosy. Dostojnym krokiem Althiena przebyła połowę drogi do następnej komnaty, gdy nie wiadomo skąd pod jej nogą pojawiła się nagle złośliwa skórka od banana. Dziewczyna próbowała uwolnić ręce spod krępującego je płaszcza, ale nim zdążyła to zrobić leżała już na obolałych plecach. Podniosła się stękając i klnąc pod nosem. Zła na siebie i na bananową plamę na mhrocznym płaszczu wmaszerowała do szafy. Po zderzeniu ze zbitą masą futer, skupiła się, pomyślała i najspokojniej, jak potrafiła, weszła do ogromnej sali. Na środku ustawiono drewniane podium, a na nim staroświecki mikrofon. W kącie stał sprawca bałaganu w hallu - sklepik ze słodyczami i rakotwórczymi produktami. Po zakupie i skonsumowaniu zawartości paczki chipsów Althiena weszła na podium.
- Ym - odkaszlnęła. - Więc... Tak, wiem... Chciałabym się zgłosić do udziału... w konkursie? Tak, chyba tak. O Pióro Feniksa!
_________________
Lato, lato, lato czeka,
razem z latem czeka rzeka,
razem z rzeką czeka las,
a tam ciągle nie ma nas.
Gość! Chcesz zostać wampirem? Zgłoś się na PW.
Ostatnio zmieniony przez Althiena 2009-12-12, 12:21, w całości zmieniany 1 raz
'Niech to diabli, dlaczego się tak gapia?'-pomyślała. 'Och, no tak- włosy'. Wczorajszy deszcz i wiatr zrobiły swoje, i teraz brązowe loczki tworzyły wielka, gradowa chmurę wokół jej twarzy, jednakże to chyba ona powinna wytrzeszczać gały. Większość przybyłych nosiła kaptury ('No tak, to diabelstwo chyba nigdy nie wyjdzie z mody. Dobrze chociaż, ze się przydaje...'), jednak ubiór niektórych wykraczał poza jej zrozumienie. No cóż, biedna Solveig była w końcu tylko czarownica z malej, zawszonej, diabelnej wioski, odciętej od ludzi i od innych światów. Towarzystwo nieźle wymieszane... Parę dzieci, stwor z mackami, ważnie wyglądający gościu w towarzystwie orkiestry nadętej, cały czas skrobiący coś na kolanie, facet z milionem kieszeni i.... Niech to diabli porwą! Elfy! No, to zachciało jej się pojedynkować! Ale przecież nie stchórzy... Wzięła głęboki oddech, wyminęła elfy z podniesiona broda (co wyglądało dość śmiesznie, biorąc pod uwagę, ze miała na sobie łachmany), skłoniła się przed dostojnie wyglądającym mężczyzną, Salem, tak chyba brzmiało jego imię i dotarła do Czary. Odwróciła się plecami do innych tak aby nikt nie poznał jej prawdziwego imienia i wrzuciła pogięty kawałek pergaminu do naczynia. Przez chwile wydawało się jakby Czara śmiała się z jej imienia, ale Solveig tylko odwróciła się i opadła na twarde krzesło z dala od elfów.
Wiek: 18 Dołączył: 01 Mar 2009 Posty: 7 Skąd: Koszalin
Wysłany: 2009-12-09, 22:32
Młoda dziewczyna weszła do sali. Jej oczy zatrzymały się na pięknych ozdobach.
"Nie pasuję tu" pomyślała ale mimo to zrobiła krok w przód. Nikt nie zwracał na nią uwagi, co ogromnie ją cieszyło. Nie lubiła być w centrum zainteresowania. Czarny płaszcz powiewał za nią jakby miał własną duszę. Dziewczyna napisała swoje imię na kartce przypieczętowując tym samym swój los.
Naciągnęła kaptur, na długie blond włosy i tak samo jak się pojawiła - wyszła nie zwracając niczyjej uwagi ...
Przez próg wtoczyła się różnokolorowa kulka. Bez huku, ni zgrzytu drzwi. Zebranym wpierw rzuciła się w oczy buraczana twarz z ostrymi kobiecymi rysami, później dopiero przedziwny strój. Był to obszerny, bo na jakże obszerną właścicielkę, stary płaszcz, a w wielu miejscach i dziurawy. Koślawe, różnokolorowe łaty naszywane nie raz, nie dwa na siebie, tworzyły malutkie kieszonki. Sawka rozejrzała się po sali i nie zauważając nic nienormalnego, podczłapała do Czary.
- Przeklęty świstoklik, robi tylko szurumburum w brzuchu, nic pożytecznego - mruczała do siebie, bazgroląc na pogniecionym kawałku pergaminu koślawe kształty. Gdy wyskrobała ostatnią runę spojrzała na kartkę z podziwem. Rzadko kiedy Sawce udawało się napisać coś, co można było teoretycznie odszyfrować, więc z niemal nabożną czcią wrzuciła papierek do płomieni. Dysząc i sapiąc z przejęcia niczym smok ze zgagą klapnęła na krześle w sąsiedztwo uroczego młodzieńca.
- No, to teraz bratku daj mi wina, bo ci wsadzę w...
Argi po kilku tygodniach zadomowił się na arenie. Z właściwym sobie lekceważeniem innych wyzywał każdego kogo się dało, obrażał go, a na koniec najczęściej pokonywał. Stwierdził jednak, że czas na zmianę. Nie, nie chodzi oczywiście o zaprzestanie w pisaniu. Postanowił zabawić się w mały turniej! Niejakie "pióro feniksa" ma być pierwszym turniejem na jego drodze do chwały! Jak za dawnych lat zakradł się w środku nocy, i idąc cały czas w cieniu doszedł do czary. Ciężko było nawet dostrzec kiedy mały świstek żółtego papieru wpada do pojemnika. Teraz mógł być spokojny. Nikt nie będzie tygodniami przygotowywał się do pojedynku z nim w finale. Tak więc, argi zgłasza się!
_________________ Najważniejsze jest życie. A jak już jest życie to najważniejsza jest wolność. Potem oddajesz życie za wolność i nie wiesz już, co jest najważniejsze.
Żadnej litości dla wrogów, bo litość to zbrodnia!
Wysoka postać w ciemnym płaszczu bez ostrzeżenia zjawiła się w kącie sali; o jej ramię oparta była kosa. Nikt nie zwrocił na nią uwagi. Nowoprzybyła wywarczała coś na temat podróży między wymiarami. Energicznym krokiem podeszła do czary-której-nazwy-nie-wolno-wymawiać, szukając czegoś po kieszeniach. W końcu z triumfalnym uśmiechem wydobyła pogniecioną karteluszkę ze zgłoszeniem. Na wszelki wypadek sprawdziła, czy to jest aby na pewno to, i cisnęła ją do Czary.
Natychmiast też odsunęła się pod jedną ze ścian, poprawiając kosę.
- Co mi tam - mruknęła do siebie, spoglądając na pozostałych uczestników. - Trzeba wreszcie zacząć tu bywać.
Wiek: 16 Dołączyła: 29 Mar 2009 Posty: 4 Skąd: Faliasad
Wysłany: 2009-12-10, 17:11
Drzwi powoli się otworzyły. Zaskrzypiały głośno, a niska, szczupła postać o długich, czarnych, kręconych włosach, opadających na twarz, podskoczyła przestraszona. Przetarła zaspane oczy i rozejrzała się dookoła.
- Cholera. Znów lunatykowałam. - przeklęła pod nosem, dodając jeszcze kilka ciekawszych wyrażeń. Kilka osób popatrzyło na nią z oburzeniem.
I wtedy ją zobaczyła. Ogromna czara stała na środku sali... Fioletowooka dziewczyna patrzyła na nią jak zaczarowana. Nie namyślając się długo, wyjęła mały notesik z lewej tylnej kieszeni i pośpiesznie napisała ,,Diana. Zgłaszam się.", po czym nadal urzeczona, podeszła do Czary. Nieomal upuściła kartkę, potykając się i upadając na kolana, co wywołało śmiech wśród ludzi zebranych w sali. Kiedy jednak udało jej się dokonać tego iście heroicznego czynu (nadal była zaspana), z szerokim uśmiechem na twarzy, wyszła z pomieszczenia, nie przewracając się ani razu. Myślała tylko o jednym.
Wykończę ich wszystkich...
_________________ ,,Szaleństwo to niemożność przekazania swoich myśli." Paulo Coelho
Mam ci przekazać wiadomość - rzekł ochrypłym głosem, który zbliżony był bardziej do psiego warkotu, niż ludzkiego języka.
- Jaką? - zacisnął pięść, aż zbielały mu palce, po czym rozluźnił uścisk, pozwalając krwi znów napłynąć do dłoni.
Obcy zrobił kilka kroków w jego kierunku, obnażając rząd ostrych kłów. Podnosząc dłoń z wypalonym po zewnętrznej stronie odwróconym pentagramem, szepnął do ucha mężczyźnie:
- Moriar.
Istota sięgnęła dłonią pod płaszcz, wydobywając sztylet. Stalowa klinga zalśniła w promieniach lipcowego słońca. Ardon instynktownie wykonał unik, kiedy ostrze o cal minęło jego gardło. Złamawszy silnym uderzeniem prawy bark, zatopił nóż między żebra napastnika. Zakapturzona postać osunęła się na ziemię skowytając przeraźliwie z bólu. Jego kompan dobył miecza. Silne uderzenie płazu broni w bok zdestabilizowało mężczyznę. Ardon stracił równowagę. Potężne ciało runęło bezwładnie na ziemię. Ze skroni obficie broczyła krew. Był bezbronny. Upadając, wypuścił sztylet, który znajdował się kilka metrów od niego. Całkowicie poza zasięgiem dłoni.
Postać zbliżała się powoli, jakby strach ofiary wprawiał ją w podniecenie. Zsunęła kaptur. Proste ciemne włosy opadały na wąskie ramiona. Ardon nie mógł wytrzymać przenikliwego, a jednocześnie pełnego wzgardy, spojrzenia żółtych oczu. Kobieta była coraz bliżej. Pulsujący ból głowy uniemożliwiał logiczne myślenie. Obraz rozmywał się przed oczami.
Miałem się nie wychylać, ale po tym długopisie, to chyba już sobie mogę to odpuścić, a tak to może trochę punktów fejmu zarobię?Pomyślał z pół uśmieszkiem na ustach...
Wyszedł na środek sali i krzyknął zarówno głosem jak i w myślach
-Koniec!Był limit zgłoszeń i zdaje mi się, że się wyczerpał!-Po tych słowach podszedł do drzwi i je zamknął na zasuwę, która zdążył po drodze wyczarować wymruczanym pod nosem zaklęciem.Rozejrzał się po sali i wrócił na miejsce.
-Czego się gapicie?Przecież potraficie liczyć, a chyba widać, że miejsca się skończyły!
***
Limitem były 24 zgłoszenia, a naliczyć można troszkę więcej...Chyba rozumiecie.
_________________ Yo ho, blow the man down.
Or at least shoot him when his back is turned and steal all his booty.
Wiek: 19 Dołączył: 02 Lut 2008 Posty: 186 Skąd: Kraków
Wysłany: 2009-12-11, 01:49
Salem przysnął na swoim fotelu. To ta ciągła wrzawa, panująca od pięciu tygodni, dała o sobie znać. Nagle, co uznacie za dość dziwne, kotołaka zbudziła cisza, która w dziwny sposób zgęstniała i zaległa w wielkiej sali. Kotołak zerwał się gwałtownie, podciągnął stare, rozpasane spodnie.
– Co jest? Fenir, Ar o co chodzi? Czy to JUŻ? – szepnął do stojących niedaleko przyjaciół.
– Podczas twojej drzemki zgłosiła się dwudziesta czwarta zawodniczka... – zaczęła Arya.
– Dwudziesta piąta też... – skończył Fenir.
– Pozwoliliście jej?! Przecież nie mogła! – wybuchł staruszek.
Przez chwilę stał zamyślony, drapiąc się po swojej siwej bródce.
– Czy jest tu gdzieś ostatnia ze zgłoszonych, ta która nie powinna wrzucić swojego losu do Czary?
Odpowiedziały mu jedynie podniecone szepty zebranych. W samym kącie sali Avenitr, Anser, Alveaner i Lie prowadzili burzliwą rozmowę, nie zwracając na kotołaka najmniejszej uwagi. W pewnym momencie Nitr walnął pięścią w stół, a Lie wystawiła mu język. Poczciwa Lie, pomyślał Salem, zawsze nieugięta i posiadająca masę argumentów. Malth, siedzący blisko nich, chyba był tego samego zdania, opierając krzesło o ścianę, z nogami na stole, uśmiechnął się od ucha do ucha.
Salem rozglądnął się po sali, sprawdzając czy nigdzie nie ma podniesionej dłoni, ołówka czy czegoś temu podobnego.
– Skoro ostatniej uczestniczki nie ma, to jestem zobowiązany ją wykreślić. Zasady mówiły o dwudziestu czterech uczestnikach, a dodanie dwudziestego piątego byłoby ich złamaniem. W takim razie, oto ostateczne lista uczestników Trzeciej Edycji Pióra Feniksa! – Salem wyciągnął z zza pazuchy różdżkę, machnął nią kilkukrotnie, powiedział: 'Ecie Pecie Dudki! Bla ble bla blu bla! Hokus pokus! Bennnc!' i na ścianie pojawiła się świecąca, jasno niczym neony, lista:
Zakwalifikowani uczestnicy III Edycji Turnieju o Pióro Feniksa:
Althiena (proszę o uzupełnienie tekstu...)
Altouh
anime8fan
argi
Arlyin Liriel Black
BloodTwiners
Bo EdocSil
Buka
Diana
Elfarran
Elle
hihon
kwachu0109
Lashana
Łupieżca Umysłu
Nadres Koci Elf
NienawidzeElfow
Penny
pitye
Rob
Rosa
Szafirek
Tinuviel
Topesh
Salem machnął różdżką jeszcze raz. Stęknął, pierdnął i zakaszlał. Po tym występie machnął różdżką jeszcze raz i lista znajdująca się na ścianie za nim, przekształciła się w pewne zbiory...
Grupa 1:
Black
Althiena
anime8fan
Altouh
Grupa 2:
Pitye
hihon
kwachu0109
Topesh
Grupa 3:
Szafirek
NienawidzeElfów
Rob
Nadres Koci Elf
Grupa 4:
Tinuviel
Łupieżca Umysłu
Buka
Diana
Grupa 5:
Elle
Lashana
Bo EdocSil
Rosa
Grupa 6:
Penny
Elfarran
argi
BloodTwiners
– Alea iacta est! – zakrzyknął kotołak. – Pewnie mi nie uwierzycie, ale rzeczywiście została rzucona... – dodał cicho.
Zmagania o Pióro Feniksa czas zacząć!
PS. Z przykrością musiałem nie dopuścić do turnieju 2 osób - 1. zgłosiła się po czasie i napisała posta bez wcześniejszej rejestracji, 2. (Serafin) zgłosił się jako 26 uczestnik... Mam nadzieje, że będziecie mogli wykazać się w kolejnej tj. IV Edycji Pióra bądź na Arenie Snów, gdy ta znów ruszy.
Podczas losowania został utworzony specjalny koszyk w którym znalazła się 5 faworytów turnieju - na podstawie rankingu Ligi Śniących (Arena Snów).
Tematy prac i wszelkie wymagania zostaną podane wkrótce.
Ciemność osaczała Leonarda jak najgorszy przeciwnik. Zza nią był jeszcze gorszy przeciwnik. Edron krzyknął:
- Jeszcze Cię znajdę!
- Zobaczymy!
- oddaj tylko kroplę krwi a ja przyjdę by Cie wykończyć.
- Nie masz szans.
- Jeszcze się spotkamy!- Edron otworzył wrota i pogroził Leonardowi pięścią. Leonard nie rozumiał Edrona. Nieprzyjaciel nie lubił przegrywać.
Wiek: 19 Dołączył: 02 Lut 2008 Posty: 186 Skąd: Kraków
Wysłany: 2009-12-13, 02:20
Salem stał na środku sali, odkąd na ścianie pojawiły się grupy pojedynkowe, a minął już cały tydzień od tamtego momentu. Nagle poruszył się, zaczął intensywnie mrugać oczyma i machnął zamaszyście różdżką. Na ścianie pojawiły się nowe napisy, tuż obok grup:
Grupa 1: „Bajka na dobranoc dla Krasnoluda.”
Długość tekstu to ok. 1,5 strony czcionka 12, Times New Roman, marginesy 2-2,5 cm (standard w Wordzie i Open office). Teksty poniżej strony i powyżej dwóch będą surowo karane. Termin ostateczny oddania prac to 23.12.2009 godzina 23:30.
Prace należy wysyłać na e-mail: salembum@wp.pl lub na PW, a w razie jakichkolwiek problemów warto zwrócić się do członków rady w temacie: Pióro Feniksa - komentarze.
Z każdej grupy, do następnego etapu, awansują dwie najlepsze osoby.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum